Nowocześnie, czyli niestarannie

open-dictionary-2-1129743-m

SłownikJest parę zasad, które czynią język polski trudnym, a czasem zwyczajnie niewygodnym. Są też jednak i takie, które sprawiają, że napisanie dowolnego teksty po polsku jest banalnie proste (aczkolwiek zasady te nie zostały opracowane dla jednego, konkretnego języka). Jeden z głównych problemów to niestaranność.

Skąd się to bierze?

Niestaranność ma dość banalne przyczyny: po prostu lenistwo, zwyczajną niedbałość, niecodzienny praktyczny analfabetyzm i brak sensownego wzorca językowego. Napisanie tekstu starannie wymaga jego przeczytania i wprowadzenia poprawek. Nie ma geniusza, który, pisząc szybko, nie popełnia błędów. Wszystkie elektroniczne gadżety, wbudowane słowniki i autokorekta to wciąż za mało. Nawet najdoskonalsze oprogramowanie nie jest w stanie wychwycić wszystkich błędów, o poprawie ich nie wspominając. Z drugiej strony – przy obecnym stanie czytelnictwa nie dziwi, że i z pisaniem idzie kiepsko. Popularna literatura, wszystkie te Zmierzchy i inne ustrojstwa (choć słowo literatura jest tu zbyt duże) nie są napisane starannie, więc nie dziwota, że na czymś takim się ucząc, też piszemy niestarannie, o zlasowaniu psychiki i spłyceniu wyobraźni nie wspominając. Polski system szkolnictwa jako wzór polszczyzny podaje cały czas Reja i Mickiewicza, zapominając, że normy językowe też ewoluują i wzorem żaden z tych Panów być już nie może.

Czym się objawia?

Codziennie zajmuję się korektą prac dyplomowych. Dopisuję pożarte przecinki albo pożeram te nadmiarowe, usuwam złośliwe literówki, dopracowuję logikę, ale głównie zwalczam niestaranność. Każdemu się wydaje, że budowa wielokrotnie złożonego zdania z kilkoma wtrąceniami poprawi styl pracy. Po pierwsze – nie, ponieważ to nie język prac naukowych, ale pal licho, bo po drugie, takie zdanie trzeba umieć zbudować. Mieszają się podmioty, kłócą orzeczenia, kategorie fleksyjne nie pasują chyba do niczego. Takie zdanie nadaje się jedynie do usunięcia i zastąpienia nowym, a częściej kilkoma nowymi, bo nie zawsze to, co ma brzmieć mądrzej, rzeczywiście jest bardziej staranne.

Jednak niestaranność ma też swoje bardziej codzienne oblicze. Prastare, niemal już tradycyjne „dobry” rzucone sąsiadowi jest po prostu niestaranne. Dorzucenie słowa „dzień” nie zajmie przecież pół godziny ani nie spowoduje, że w tym czasie padniemy z głodu. A później podczas wizyty w sklepie rosną kwiatki takie jak „szóflada” (to Carrefour), „Hryzantema” (Lidl), „biórko” (znów Carrefour) albo „mlekomat nie czynny” (z pozdrowieniem dla obsługi toruńskich mechanicznych krów).

Jak z tym walczyć?

Długo i w bólach. No niestety – jeśli chodzi o załatanie czegoś na szybko, poprawę jakiegoś tekstu, to tutaj może ktoś pomóc, ale to nie jest rozwiązanie na długo. Staranne posługiwanie się językiem to kwestia kultury osobistej i wymaga ćwiczeń. Zacznij, proszę, już dziś. Co prawda wtedy stracę część zamówień, jeśli każdy nagle zacznie pisać starannie, ale ja sobie poradzę, bo umiem jeszcze parę innych rzeczy, będę się natomiast cieszył tym, że nie zrobisz z języka bezpostaciowej papki.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz